sobota, 29 lipca 2017

Są decyzje, więc są zmiany

Witajcie!

Rozmyślałam o tym, co zrobić z opowiadaniem przez dość długi czas, a dopiero niedawno podjęłam dwie bardzo ważne decyzje.
Oto pierwsza z nich. Będę kontynuowała opowiadanie, ale najpierw je poprawię, a to będzie się wiązało z ogromnymi zmianami. Oczywiście, nie wyburzę ścian ani nie zniszczę fundamentów, bo zależy mi na naprawie, a nie rozwalaniu wszystkiego licząc na to, że się nic nie zawali na moją głowę. W tej chwili wiem tak mniej więcej, które rozdziały wylecą albo zostaną diametralnie zmienione. Być może za jakiś tydzień pojawi się prolog i pierwszy rozdział. I w tym miejscu chciałam Was ostrzec, że nie będę zmieniała dat publikacji, więc proszę Was o sprawdzanie co jakiś czas, czy na blogu nie pojawił się poprawiony rozdział.
Moja druga decyzja wiąże się z kierunkiem moich studiów. Kiedy szukałam praktyk w moim mieście i informacji o uczelnianych formalnościach z tym związanych (informacja na KUL-u to towar deficytowy), wpadłam na pomysł bycia blogową betą, bo pomoże mi to zdobyć doświadczenie i przede wszystkim udoskonalę swoje umiejętności. I od jakiegoś czasu właśnie nią jestem. Także zapraszam! :D
To tyle z informacji, które chciałam Wam przekazać.

Do napisania!

czwartek, 4 maja 2017

Trudna decyzja

   Dzień dobry! Albo dobry wieczór, bo nigdy nie wiem, kiedy czytacie ten post... Znaczy się, wiem czy i kiedy czytaliście coś na tym – pożal się Boże – blogu, jak skomentujecie jakiś rozdział.
   Wiem, że dawno mnie tu nie było, bo po prostu wciągnęłam się w wir studiów i czytania literatury, niekoniecznie tej popularnej i młodzieżowej.
   Dzisiaj doszłam do wniosku, że wypadałoby coś tu napisać, żeby dać Wam znak, że wciąż żyję i że nie umarłam w przeciwieństwie do tego opowiadania, o którym chcę podyskutować (i chyba zrobię to sama z sobą, bo nikt tego czegoś nie czyta).
   Czytałam komentarze Frozenki, wzięłam je sobie do serca, bo tak prawdę mówiąc, otworzyła mi oczy i pokazała, jakie to głupoty piszę. Do poprawy zabieram się już do września zeszłego roku i tak jakoś wyszło, że do tej pory nawet nie otworzyłam ani jednego pliku. Odkąd wstawiłam rozdział 17, nie mam nawet planu ramowego do kolejnego rozdziału. Także zawiodłam po całości. Wena również. A teraz poważnie zastanawiam się, czy pokasować te rozdziały, a w wakacje przysiąść (albo trochę wcześniej, bo szczerze przyznam, że brakuje mi pisania) i zacząć pisać coś nowego, świeżego i logicznego, czy może usunąć tego bloga, mimo że jestem z nim w jakiś sposób emocjonalnie związana.
   Nie wiem, co ostatecznie zadecyduję, ale mam wielką nadzieję, że nie będę tego później żałować. Jednocześnie liczę, że pomożecie mi w podjęciu tej niełatwej dla mnie decyzji.
   Mimo wszystko, jedno mogę stwierdzić na pewno. Cieszę się, że przełamałam w sobie strach, spróbowałam założyć bloga i przez ponad trzy lata publikowałam na nim swoje mniej lub bardziej udane wpisy.
   To tyle na dziś. Swoje zdanie możecie wyrazić w komentarzach pod tym postem.

   Do napisania albo do zobaczenia!

EDIT (5 maja 2017 r.)
Zapomniałam wspomnieć, że od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem napisana poważnej książki, niezwiązanej w żaden sposób z potterowską serią. Ale historią, którą pragnę przelać na papier, na chwilę obecną funkcjonuje w postaci niematerialnej.
Mrs Black Farfallen